Namiary:

tel. (PL) 0048 608 537 442
tel. (UK) 0044 7821 49 35 49
e-mail: omega@omg.pl
gg: 162356

skype: omg.pl

Galerie zdjec:

- Londyn 2004: Album 1 | Album 2 | Album 3
- Birmingham 2004: Album 1
- Manchester 2004: Album 1
- ??? 2004: c.d.n.



05.02.2005 - finish line

Hi, za kilka godzin ruszam w trase - do zobaczenia w PL!

Pozdro goes to: Samanta!



01.02.2005 - yearning...

Hello, droogi pobyt w uk dobiega do konca. czas leci bardzo szybko, za kilka dni bede tam gdzie chce byc. ten wyjazd nie obfitooje w "material dowodowy" (czytaj: news&foto) - narazie to co ponizej. Nowe, lepsze fotki zrobie w PL.

:>
See You Soon...



18.01.2005 - Stand up & shout!

YO! :> Pogoda zmienna w nocy mrooz, rano slonce, a potem chmury - ale loozik - nie ma co sie lamac pogoda.

"Jest pewne sztywne prawo
Tak jasne, jak to slonce,
ze jesli robisz biznes,
to zrob tez i pieniadze."
by Maryla :>

pozdro 4 all!



17.01.2005 - 2day, 2morrow

Dzis: Gdzie jestem? Co robie? W jakim celu? - nie wiem...
Jutro: Gdzie chce byc, co chce robic i w jakim celu? - to wiem...

20 days remaining...



15.01.2005 - UK once again

The eagle has landed. Wiekszosc meczacej podrozy przespalem. Dotarlem na miejsce ok. 13 czy 14j. Pogoda wczoraj sloneczna, dzisiaj juz pochmurno (wbrew prognozom) - czyli UK standard. Przestawiam sie na tutejszy tryb zycia. CYa.



12.01.2005 - no to lece...

Witam w Nowym Roku 2005! Wiele sie dzialo (super swieta, sylwek i ogoolnie czas) i dzieje, a w piatek lece do UK. Na kilka tygodni znikam, tym razem z mniejsza ochota opuszczam PL. Dlaczego mnie juz tak tam nie ciagnie? Glownie ze wzgledu na jedna oSobe... Czas zleci szybko i powroce. CYA! :>



05.12.2004 - w Mielcu...

10.000 m npmCzesc, w piatek wrocilismy z Krisem do Mielca - samolocik mial maly poslizg (tylko 7h :> przez londynska mgle. Kilka fotek z lotu nad chmoorkami wrzuce wkrootce, tymczasem borem lasem - CU soon :>












02.12.2004 - back in London

Haj, ponownie w Londynie, a za jakis czas - sooner or later - powrot do PL - do zobaczenia na miejscu. CYka

Pozdro od OMG goes to: Samanta! :>



21.11.2004 - the memory remains...

lato, jesien, zima, wiosna, znowu lato i jesien i zima... czas leci ale pamiec pozostaje... all the best 4U.



15.11.2004 - Back in PL... (not yet, but soon)

Hello, robi sie coraz zimniej, nocami temp. ponizej zera - idzie zima, ktorej pierwsza polowe zobacze juz w PL - za kilka tygodni nawiedze Mielec. W planach dlugoterminowych pojawila sie pozycja ciepla, piaszczysta i egzotyczna - ale o tym innym razem :>

Tonite's greetings goes to: S, KK, AM & OMG :> hehe.



26.10.2004 - SALAM ALIQUM (peace upon you) :>

Omega & Driss - B'ham@niteWitam Was tematem newsa, przywitaniu w jezyku arabskim, stosowane przez wyznawcow Islamu. Ow wyrazenie stosuja tak jak my nasze "czesc" lub "witaj", a oznacza mniej wiecej: pokoj z Toba. Dzisiaj widzialem sie z Driss'em, marokanczykiem, ktorego poznalem w autoboto do Birmingham - jechal tutaj przez 3 czy 4 dni z Maroko (przez Hiszpanie, Francje, Londyn, a potem do B'ham) z zamiarem podjecia pracy i studiow. Studiowac jeszcze nie moze (problemy z wiza), ale pracuje... Po przyjezdzie w ciagu 24 godzin znalazl pokoj do wynajecia i prace - niesamowite, co? A bylo to tak: pozegnalismy sie na Digbeth Coach Station - stacji, na ktorej oboje konczylismy podroz - kazdy poszedl w swoja strone. Driss odwiedzil centrum informacji, znalazl tani hotel i zakotwiczyl sie na kilka dni, na nastepny dzien (piatek) udal sie do muzlumanskiego kosciola (nie pamietam nazwy na tego typu kosciola) - tam spotkal jakiegos goscia tego samego wyznania, ktory zalatwil mu prace i pokoj... i tak zostalo.

Dzisiaj poszlajalismy sie po Birmingham, robilo sie chlodno wiec nawiedzilismy maly bistro bar zwany "The Atlas" (podobno od nazwy gor), wypilem herbatke marokanska (nic nadzwyczajnego: herbata, mieta, woda i cukier - ale nazwa egzotyczna :) i cos o nazwie CHABAQUIA - wygladalo jak... ciezko to do czegos porownac, ogoolnie jest to jakis typ ciastka, maka, olej i cos tam jeszcze - troche pogadalismy, wypytalem go o jego religie i kraj - za 100 funtow mozna miec swietne wakacje w Maroko :> Kiedys odwiedze Casablance :>

hmm, nie chce mi sie wiecej pisac, wiec na koniec...

Tonite's greetings goes to:

Ladies: Samanta, BB, AK, EZ
Old school: DarA, Gutek, Rafal B., Sony, Adam W., MJ, Tomek £., Mietek
OM Team: Piter, AG, Sir Jedi, SanczO & reszta
oraz: NPL&NetPub Team, MDiS, stalmielec.com, WOSP Mielec, IRC #mielec, Summum Bomum, Paszcza, CKI, ASG Mielec

BISALAMA (pokoj z Toba).



24.10.2004 - Natural Born Winner :>

Ponownie z serii "Opowiesci roznej tresci" pisze do Was JA :> hehe. No i mamy jesien, w Polsce zlota, a w UK szara i deszczowa. Na wstepie kilka slow nt. 20 pazdziernika. Otoz ow dnia, ja czyli Omega, odwiedzilem miasto zwane Manchester. Postanowilem przetestowac podroozowanie po UK pociagiem - na celowniku znalazly sie linie Virgin Trains, ktore okazaly sie bardzo user-friendly. Bilecik kupiony przez necik, odbior w automacie na dworcu, miejsce zarezerwowane, wygodne i czyste siedzenia, cisza spokoj i wygoda, bezpiecznie. Obsluga z usmiechem, muzyczka przez sluchawki, snackbar on board - nic tylko podrozowac, a w dodatku ze srednia predkoscia 100 km/h (nie to co trasa Debica - Mielec :)

Dosyc tej darmowej reklamy firmy, ktorej nazwy (po raz drugi :) nie wymienie, lecimy dalej... W nocy z wtorku na srode spalem jakies 2 godziny (work finished @ 3:30). Wyruszylem z domq o 8j rano, trafilem na dworzec i pojechalem...

Welcome to City of Manchester

w pociagu...Na dworcu czekala Anka L. (dla tych, ktorzy nie wiedza kim jest A.L. - kolezanka z Mielca - mieszkam 2 pietra nad nia). Bylo mniej wiecej poludnie wiec lunch time - no to jemy...tym razem padlo na siec restauracji SubWay (podobno zdobyli popularnosc tym, ze ich sandwich'e w US pomagaly zrzucic zbedne kilogramy) - tworzenie kanapki na oczach Klienta ze skladnikow, ktore wygladaja na swieze (no i chyba sa w miare, right? :) przekonuje, ze jemy "fresh&healty". Pojedlismy, pogadalismy.... pozwiedzajmy. W M. maja 3 univerki - mlodych ludzi zatrzesienie, proobooja sprzedawac jakies tandetne pierdoolki na ulicy - skonczylo sie na "No, Thanks". Pochodzilismy po centrum, obgadalismy anglikow i ich zwyczaje, zgadzajac sie bezspornie, ze jedzenie w UK to totalna pomylka. Centrum jest oczywiscie obfite w sklepy, so it was time for... Shopping Madness! Buhaha, pochodzilismy po sklepach, co nie co przymierzylem, troche poogladalem - nie znalazlem nic odpowiedniego. Nastal wieczor, Anka miala za chwile powrotny pociag, pogadalismy i CYa. Do mojego pociagu zostalo jeszcze chwile, wiec udalem sie do book-store'a. Poczytalem chwile, wkoncu znalazlem i zakupilem - "Natural Born Winners" - czytam na raty, jest fajna. Nastepnie mini kolacyjka w postaci Pastie czy Pasty - nie wiem dokladnie jak to sie nazywa, mozna powiedziec, ze bylo to mieso (pork - wieprzowina) + jablko (apple) + przyprawy, wszystko w ciescie na cieplo - quite nice.

Koniec koncow ok. 23j bylem w domq, GoodNite :> PS. kilka fotek w Galerii (tutaj).

Z innej beczki:
Zapewne niektorzy pamietaja, ze jeszcze kilka lat temu niedziela w PL TV emitowala "nasz ulubiony program" - Koncert Zyczen. Idac w slad za PL tradycja, publikuje pozdrowionka:

Pozdro dla Mielca i calej reszty od KRISa z UK (ciagle zakochany) - widzimy sie juz wkrootce!

I drugie pozdro, tym razem moje:
My GreeTings goes to: my family, friends, all these wounderful women from my past, present and future... and everyone that I know - POZDRO!

Over&out.




10.10.2004 - No regrets, they don't work...

Niedziela, poludnie czasu PL, sniadanie - dzisiaj nabralo mnie na eksperymenty zywieniowe, a ich wynikiem jest salatka owocowo(pears, cherries, pineapples, grapes, lemon)-jajeczna z kawalkami smazonego chleba, wszystko popijane orange sokiem - co za mix. Bon appétit OMG!

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
No regrets, they don't work
No regrets, they only hurt
Write me a love song
Drop me a line
Suppose it's just a point of view
But they tell me I'm doing fine

GoodBye...




09.10.2004 - The Victoria Pub

Saturday night @ pub - Omega, Pawel.




28.09.2004 - Shopping baby :>

Alright! Dzisiaj zrobilem male zakupy pod katem sportowo/jesiennym. Zestawik na siatkowke, goora (bialo-czerwona - prawie jak flaga :) i dol (czarny) - najs. I waterproof, windproof, breathing suit - kurtka i spodnie - w kolorze navy, aaaaajj :> I na koniec 10-pack white-socks'ow. Odrazu dzien wydaje sie przyjemniejszy, mimo pogody, hehe - troche kropi. Zycze wszystkim udanych zakupow :>




23.09.2004 - Welcome to Birmingham Volleyball Club

Yea baby, I'm back! Dzisiaj mialem swoj pierwszy trening siatkowki - chcesz wiedziec jak bylo? Czytaj dalej... :>
Oczywiscie poczatek nie mogl byc latwy, a zaczelo sie od problemow z trafieniem do Birmingham Sport Centre (miejsce treningu) - mniej wiecej wiedzialem gdzie to jest, krazylismy w kolko - wkoncu znalazlem, tylko 5 min spooznienia, ustawowo dozwolone :> Na miejscu, po odwiedzeniu szatni wyposazonej w "zrodelko wody w postaci niewysychajacego kranika" (tutaj wode w kranie maja calkiem calkiem, a smak wody potrafie rozpoznac :) uderzylem na "sale tortur" - oczywiscie druzyna sklada sie z wszystkich narodowosci, a jedynym anglikiem byl trener - international roolez :> Po krootkim wprowadzeniu wiedzialem juz, ze wiekszosci tego co do mnie mowi nie rozumiem, hehe - no dobra, rozumialem, ale te uklady cwiczen rozgrzewki musialem zobaczyc live, zeby wiedziec ocoloto. Po chwili okazalo sie, ze moj organizm najwidoczniej nie mial tak wielkiej ochoty na wysilek fizyczny jak ja i poczulem pierwsze objawy buntu: pot i przyspieszony oddech. Looz - przeciez to normalka... Odbijanie idzie spoko, wszystko ladnie, po chwili wysiadly palce wskazujace (najwiekszy nacisk idzie wlasnie na te palce) - no to rewelacja, oszczedzalem je jak moglem - koniec koncow, pisaszac tego newsa prawy palec wskazujacy jeszcze nie doszedl do siebie (nie bylem wstanie zrobic dwuklika myszka, buhaha). Caly trening trwa 2 godziny, z czego grubo ponad godzine trwaly tortury...yyy,wrooooc, mialem na mysli rozgrzewke oczywiscie (lepsze nazwa to przegrzewka, musialem zrobic 3 przerwy - inaczej zaliczylbym parkiet).

Let's PLAY!! - no i zaczynamy grac, no to sie zacznie cos dziac - no i dzialo, mieszaja z ustawieniami na boisku i oczekuja, ze znam ich uklad - po prostu rewelka, po chwili juz mniej wiecej czailem co i jak i nawet udalo mi sie unikac zderzen z team-mates'ami. Ponadto kilka dobrych akcji, skuteczny blok, atak i ... odbior zagrywki, ktora poleciala prosto w sam koniec pola przeciwnika - wszystkie oczy druzyny przeciwnej na mnie i stali wryci, buhaha, najbardziej ten zagrywajacy nie mogl uwierzyc, nice. Po treningu udalem sie na bus-stopa, krootki spacerek przez dzielnice milych czarnoskoorych ludzi i dotarlem do odpowiedniej ulicy - przynajmniej tak mi sie zdawalo, po chwili ujrzalem odpowiedni przystanek. Oczywiscie, tak latwo nie moglo sie skonczyc... Zaopatrzywczy sie w butelke h2o, zabralem sie za rozszyfrowywanie rozkladu jazdy autobusow. Caly zaklejony vlepkami - takie to popularne w PL, ale jak czasem wkurzajace - wiec z rozkladu nici, jedyne co udalo mi sie przeczytac, to to ze srednio co 20 min jezdza - taaa, 20 minutes my ass. Czekalem conajmniej 30, prosze o ksiazke skarg i zazalen :> Potem 20 min jazdy i mr. driver wprowadzil mnie w blad, przystanek za daleko wysiadlem i jakies 3 minuty musialem nadrobic z buta, hehe, looz - drivera na sluzbie pobic nie moglem, wiec pozegnalem krootkim Thank You (co ciekawe, kazdy lepiej ulozony pasazer, przy wysiadaniu z autoboto dziekuje kierowcy za jazde, sprooboojcie w PL - ale sie kierowca zdziwi, nie dosc, ze nie bedzie wiedzial co odpowiedziec, to sobie zrobi dzien urlopu zeby dojsc do siebie). I tym sposobem dotarlem doma, obolaly, z niedowladem prawego palca wskazujacego i dziwnym boolem lewego uda, ale to nic, rano dopiero sie zacznie - witajcie zakwasy. GOOD Nite!




13.09.2004 - Up to the Hill...

Swiecilo slonce, wiec trzeba bylo korzystac - no to spacerek. W odleglosci ok. 1 km od miejsca zamieszkania znajduje sie Lickey Hills Country Park. Z ow wzgoorza mamy piekny widok na cale Birmingham i okolice. Tylko jak tam najprosciej sie dostac? Samochodem to jedno, a na piechte to drugie... No to idziemy "na skrooty". Jakas droozka, drzewa, nic nie widac - nagle laki, zielone i "pachnace" (chyba kogos tutaj pasa)... Przez pole golfowe i pod goorke - 45 stopni nachylenie zbocza, ciezko bylo ale wkoncu sie wdarlem na goore. Posiedzialem, poogladalem, zmarzlem (wieje niesamowicie :>. No to teraz trzeba zejsc. Najlepiej najkrootsza droga, na poczatku powolutku... bylo nudno, wiec biegne, juz sie nie nudze, nie nadazam z krokami, zaraz fikne orla... i co? Mialem do wyboru, wywrotka albo slizg... wybralem slizg - no wiec jade, buty, dlonie i ... "tylne kieszenie" - dojechalem na dool - ROOLEZ !

Statystyki:

  • "zryte gardlo" - zimny wiatr + "wspinaczka" pod goorke
  • uszy - cisnienie sux - Hille sa ok. 300 m n.p.m. - za szybko zjezdzalem w dool chyba, hehe
  • spodnie troche zielone, ale tylko troche
  • bylo fajnie :>




10.09.2004 - UK - streszczenie.

Cze! konczy sie 3ci tydzien pobytu w UK. Przez ten czas troche poznalem, oto kilka krootkich faktow z zycia w UK:

  1. niezbednik - do samolotu mozna wziasc 20 kg bagazu do luku i 5 kg podrecznego (tego nie sprawdzaja, wiec mozna brac kamienie :). na miejscu przydadza sie: paszport (lepszy chyba niz dowod), komorka - podstawa przy szukaniu pracy (z ladowarka - gniazdka maja inne, ale polak potrafi :) - bez simlocka, prepaida kup odrazu), gotowka, karta (czasem sie przydaje, rezerwacje biletow przez Internet etc.), cos przeciwdeszczowego, przybory toaletowe, numery telefonow i adresy znajomych (sprawdzonych), aktualne zdjecia - przydadza sie do wyrabiania roznego typu kart i dokumentow, prawko (najlepiej nowego typu, mozna wymienic na brytyjskie). reszta to chyba standard podrozny. Jesli znasz slabo angielski, wez sobie mini-slownik - zawsze to latwiej :>

  2. jedzenie - przepraszam, co takiego? - ogolnie w kazdym najprostszym produkcie jest chemia, po kilka skladnikow typu Exxx. Chleb... wiadomo, gumowy. Po jakims czasie mozna przywyknac.

  3. prowadzenie samochodu - wiadomo, lewa strona - ale to jest kwestia przyzwyczajenia. Drogi sa rozne, te krajoowki i autostrady, ladne i szerokie (podobno w Niemczech jeszcze lepsze), zas podmiejskie sa bardzo waskie, szczegolnie te przez country-side - mijanie na centymetry (a raczej cale, bo tutaj "cal-uja" :)

  4. narodowosci - mozna spotkac kazda narodowosc swiata, ten mix kulturowy jest calkiem fajny - poznalem kilka osob roznych kolorow skoory, roznych wyznan itp. - LooZik :>

  5. Internet, telefony, komorki - uslugi abonamentowe naprawde tanie, tansze od pre-paid'ow - co ostatnio w PL sie odwrocilo o 180 stopni (sux). 25 funciakow/miesiac i rozmowy po calej UK na stacjonarki za free - to rozumiem :> Internet, dziala szybko a ceny przystepne. Komorki wszechobecne, dobre oferty, duza konkurencja (chyba z 7 operatorow). na SMSy mowia "text message" albo krootko "text".

  6. uzywki - wszedzie czujesz zapach zielska, w autoboto, na ulicy, wszedzie. Wiekszosc ludzi pali (tabaco dozwolone od 16go roku zycia), puby od 21go roku wstep. Popularny mix alkoholowy - red bull (na opakowaniu wyraznie pisze aby nie mieszac z alko) + woodka/piwo - daje kopa, urywa film :>

  7. mlodziez - oczywiscie do szkoly w uniformach, masa ludzi z nadwaga (epidemia), niektorzy mlodzi zyja z dnia na dzien, nic nie robiac, brak ambicji (u nas zreszta podobnie) - Panstwo nie pozwala im "umierac z glodu" - wsparcie socjalne dla brytyjczyka calkiem przyzwoite.

  8. TV - niespodzianka, jest co ogladac :> przy wykupieniu platformy satelitarnej SKY - ok. 10 programow z filmami cala dobe (kinowe hity - nie powrotki TVP z lat 80tych), u nas tego jest troche mniej (C+, HBO, sth else?).

  9. pogoda - wcale nie pada non-stop :> ok, czesto sie chmurzy, ale bardzo czesto swieci slonce i mocno grzeje. Wlasnie zaczyna sie chyba jesien, pada, szaro...

  10. obsluga klienta - no i tutaj ciekawa sprawa, wszyscy z energia, usmiechem, zagaduja z Klientem, co slychac, pozdrawiaja, etc. od hipermarketu do poczty, apteki czy salonu z komorkami. Dlaczego u nas wiecznie posepne miny, a jak sie Klient pojawi to "czego on znowu chce?".

  11. budownictwo - Brick, brick, brick - it's just sick :> hehe, wszedzie ta okropna cegla - przeciez to wcale nie jest ladne :> ceny nieruchomosci dosyc znaczne, domek typu szeregowka, (kuchnia, lazienka, 5 rooms, garden, garaz) - roznie i zalezy gdzie, te oferty, ktore widzialem od 150.000 Funciakow w gore.

  12. kino - fajnie jest, bilet 5,50 F, ale mozna qpic karte UNLIMITED, 10 F/miesiac (kontrakt na rok) i chodzisz do woli (kilka razy dziennie nawet) a jest na co, karta wazna w calej UK (w londynie doplacasz 2 f/miesiecznie)

  13. rodacy - kochani rodacy... yyy, wrooc, JEb... - no wiec z cyklu polak potrafi, specjalizuja sie w posrednictwie pracy i to posrednictwo na nazwie sie konczy. Przypadek autentyczny, ogloszenie na popularnej www w jezyku PL, szukaja pracownikow, 2 telefony (mob i landline). zapraszaja na spotkanie, biuro "w trakcie organizacji", "najnaj lokacja" przy wc, w srodku 2 panie i pan, imitacja milej aparycji - daja do przeczytania regulamin (w 2ch jezykach, pl i eng - ciekawe czy o tym samym :). regulamin w miare, no to jedziemy i tutaj pierwsza niespodziewanka, Prosze paszport i 50 F - zaraz zaraz, a niby za co? przeciez pracodawca powinien placic za posrednictwo... sciema wieje... po chwili okazuje sie, ze biuro istnieje od 24ch godzin - a kolejka spora. zbiora haracz i zwina interes, a ludzie beda czekali na telefon, czekali... wszyscy, ktorzy jada - uwazajcie na posrednikow, szczegolnie z PL.

na teraz tyle, jak sobie cos przypomne to dam znac. take care, tada :>




06.09.2004 - Jogging :>

Yo, dzisiaj udalo mi sie pobiegac rano, kondycja troche spadla od ostatniego joggingu, ale nadrobimy - odrazu dzien fajniej sie uklada. Work must go on, take care. O.




04.09.2004 - Cinema :>

HaY! Dzisiaj wybieramy sie do kina (The Terminal i I, Robot - ale to jeszcze nie jest pewne). Pogoda ostatnio dopisuje, jest ladniej niz w Londynie - dzisiaj troche sie chmoorzy, ale nie pada. Odpalilem skype'a - narazie w ograniczonym zakresie, ale w przyszlym tygodniu powinno byc juz na fulla. Pozdroowkejszon! -= OMG =-




29.08.2004 - Driving on the proper side of the road :>

Hello! Tak jak w temacie, mialem okazje jechac samochodem "wlasciwa strona drogi" - w zasadzie nie ma problemu ze skrecaniem na odpowiedni pas, jedyny mankament do ogleglosc lewego boku od kraweznika i zaparkowanych samochodow :> Pierwsza jazda samochodem w UK zaliczona bezproblemowo! Yea,hehe. A tak wogole to wracalem z pub'u o godzine.... uwaga... 23j - tutaj zamykaja o 23j wszystko (tutaj = UK), jedynie cluby sa czynne all night. Typowy pub zamykaja wczesnie, juz o 22:30 zamykaja bar, a potem "grzecznie prosza" o finalizacje pobytu :> Dzisiaj nawet troche slonca bylo, najs. Komp mam juz w pelni sprawny, zaczynamy dzialac. Take care...




26.08.2004 - Birmingham :>

Howdy Ho! Rano pozegnalem Londyn oraz Krisa i Agnieszke i ruszylem autoboto 200 km na polnoc. Podroz trwala 2h 40m (i bylismy punktualnie), a koszt to 13 funciakow (dla porownania ta sama linia - National Express - przejazd z lotniska na Victorie - 10 funtow). Po przybyciu na miejsce, odebrali mnie nowi gospodarze i dotarlem do miejsca przeznaczenia. Mam fajny pokoj upstairs, do okolo zielono, niedaleko jest country side - wiec do natury blisko.Po ok. 5min jazdy samochodem (moze mniej) mozna dojechac do L... Hill (nie pamietam nazwy), taki niby maly pagoorek, ale jaki widok niesamowity - cala panorama B'ham i troche jeszcze wiecej - nice... Na teraz tyle, pod adresem www.bplphoto.co.uk znajduja sie fotki miasta - swoich jeszcze nie mam.


City Centre




25.08.2004 - London - Battersea Park - wieczorem :>

Czesc. Wieczorkiem - w powiekszonym skladzie (Ja, Kris i Agnieszka) ruszylismy na podboj parku Battersea - ulubiony Krisa :> Fotki tutaj: CLICK HERE.


Battersea Park Dream Team - Omega, Kris, Agnieszka




25.08.2004 - London - Hyde Park & Underground :>

BRY! :> Znowu pada, ale czasem slonce jest. Na celownik wzielismy ponownie Victorie (jutro wyjazd do Birmingham - checking connections), a nastepnie Hyde Park - wild life in the city. Nowe fotki zamieszczamy tutaj: CLICK HERE. Udziela mi sie angielski - uzywam wiecej niz powinienem, hehe :> co pozatym, podobno maja jakis alarm w Underground (metro) z powodu zagrozenia atakiem biologicznym, mozliwe, ze zwiazek z tym moze miec tez fakt, iz pociag, ktorym jechalismy zostal zatrzymany, oprozniony i dalej pojechalismy innym. Strange... Rano mialem "przyjemnosc" zazywac angielskiego sniadania - 2xEggs + 2xBecon + 2xToast + Chips (frytki) + Tea (wygladalo jak kawa z mlekiem, fuj :) - calosc kompozycji sniadaniowej ociekala tluszczem - YummY :> buhaha. Jutro napisze cos z Birmingham - The city of my new Life - I HOPE ! no to tyle, ponizej jeszcze fotka dnia i Cya!


International Call with Poland - rozmawiam z Ada - pozdro!




24.08.2004 - London - Rain & Sunshine mix vol.1 :>

YOYO! Dzisiaj z Krisem zwiedzalem Londyn - kilka fotek w Galerii (kliknij tutaj). Ogolnie bylo "historycznie", zlapal nas londynski deszcz - krople wielkosci kurzego jaja :> hehehe no i zmoczyl konkretnie. Nad glowami samoloty co 60 sekund - jeden znika, drugi sie pojawia - nic tylko latac... w kolko. Postaram sie znalezc jakas bramke SMS do wysylania za free na maj namba. Od czwartku bede mial lepszy dostep do netu - wtedy napisze wiecej.
I C U - Hold Tight! :>


Omega & MI-6 (siedziba brytyjskiego wywiadu, przed spotkanie z Jamesem Bondem 007 :)


23.08.2004 - Welcome to United Kingdom

No i .... przylecialem! ok. godziny 8:10 czasu lokalnego (czytaj angolskiego), moj "wyczarterowany" Boeing 737 wyladowal. Rozpoczelismy tradycyjna English Weather - Rain Rain Rain, teraz ok. 17j juz swieci slonce - ide zwiedzac!